piątek, 9 sierpnia 2013

Dyskretny urok elegancji

Czego można oczekiwać po zapachu, który w swej nazwie obiecuje kadzidło? Na dodatek, gdy Guerlain twierdzi, że to kadzidło mityczne, dorzuca nawiązania do Wschodu, i do tego nazywa serię Les Déserts d’Orient?

Niektórzy potrafią wyobrazić sobie wiele; tak więc gdy Encens Mythique D’Orient wpadnie im w ręce, kreują sobie w umyśle obrazy iście rozbuchane. Lecz gdy przychodzi co do czego, okazuje się, że obędzie się bez aż tak dalekiej podróży; przyjęcie, na które otrzymaliśmy zaproszenie jest, co prawda w stylu orientalnym, ale odbywa się w pałacu znajdującym się z pewnością gdzieś w Europie.


niedziela, 28 lipca 2013

Μελαγχολία

Na przekór panującej aurze nie będzie dziś wcale sielsko, słonecznie i lepko. Za oknem gorąc niemiłosierny, słońce chlasta oczy promieniami ostrymi niczym sztylety, co nie przeszkadza temu, by w duszy mieszkał chłód i mrok ;P

Do nowego (no, w miarę nowego ;)) zapachu od Comme de Garçons podeszłam bez wielkich oczekiwań. Nie żebym miała jakieś obiekcje w stosunku do marki; przeciwnie wręcz, w końcu z tego domu wyszły takie dzieła jak Hinoki, Kyoto czy Avignon (monotematyczna jestem aż do przesady, wszędzie Japonia i gotyk ^^)… ale od kilku dzieł nic nie zdołało wzbudzić mojego galopującego zachwytu.
Ha, do czasu jednak! ;)
Black zachwyt wzbudził, wyznam, już na wstępie. Zachwyt narastający wraz z każdym kolejnym użyciem. 

wtorek, 23 lipca 2013

Żadnych sentymentów

Rzeknę butnie na wstępie, irys mi niestraszny!
Skłamałabym, gdybym stwierdziła, że to moja ulubiona nuta, ale zdecydowanie częściej jestem na tak, niż na nie. Przynajmniej jak dotąd; być może jeszcze nie spotkałam na swojej drodze prawdziwie potwornego irysa. ^^

W każdym razie jedno jest pewne – Iris Nazarena od Aedes de Venustas do gatunku potworów się nie zalicza. Choć faktem jest, że charakter ma trudny ;)


sobota, 6 lipca 2013

Nadanie tytułu mnie przerasta ;)

Jakoś tak wyszło, że pobijanie kolejnych rekordów w długości okresów milczenia przychodzi mi nadspodziewanie łatwo. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że tym razem wytrwam we względnej dyscyplinie i rekord padnie, ale względem ilości postów lipcowych ;)

Aby dać upust swojej irytacji i wyrzucić negatywne emocje zacznę od posta zgryźliwego.

O Dhan Al Oudh Al Nokhba od Rasasi naczytałam się dość już zanim go poznałam, wszelkie kontrowersje wokół tego zapachu nie były mi obce. Złakniona mocnych wrażeń, czułam nawet pewnego rodzaju ekscytację. I zaiste, mocne wrażenia mnie nie ominęły.
Koszmarnie mocne.

niedziela, 21 kwietnia 2013

Szkice z rozpadu


Konstatacja, iż na bloga znów wkradł mi się hiatus jest chyba aż nazbyt oczywista ;) O tym, że jestem osobą haniebnie niezorganizowaną oraz zazwyczaj wałkującą i przemyśliwującą na dziesiątą stronę, wszystko co mam napisać lub powiedzieć chyba już kiedyś wyznawałam. Jeśli więc jakimś cudem istnieje ktokolwiek, komu brakowało moich wynurzeń przez miesiąc, to mogę jedynie obiecać, że postaram się zaprząc oporny umysł do bardziej efektywnych działań ^^

Są zapachy, które pozostawiają mnie oniemiałą z zachwytu (lub wydającą z siebie głuchy jęk, w zależności od nastroju) – aczkolwiek zdarzają się one smętnie rzadko (choć być może gdyby miało to miejsce częściej nie byłoby w stanie wywołać takiego efektu).
Są takie, które na początku wydają się niespecjalnie atrakcyjne, jednak w miarę głębszych testów ujawniają swe porażające piękno i stają się równie pożądane, co te pierwsze.
Są też takie, które doceniam, poważam, i w ogóle, ale względem których żywszych uczuć wykrzesać z siebie nie umiem.
Są zapachy zwyczajnie ładne. A także te niespecjalnie ładne.
Są i w końcu koszmary zapachowe, kwalifikowane w ten sposób zazwyczaj czysto subiektywnie.
Ale zdarzają się również zapachy (lecz dzieje się to chyba równie rzadko, co w przypadku tych wspomnianych na samym początku), które wzbudzają we mnie czystą konsternację; po prostu sama nie wiem czy ostatecznie bardziej mnie pociągają czy odpychają.

I do tej ostatniej grupy zalicza się Coal od Andrei Maack.  

środa, 20 marca 2013

Yes, we are mad...


Rzut oka na zbiorek moich ulubionych zapachów zaowocował ostatnio zadziwiającą konstatacją – mój zachwyt nad większością z nich nie znajduje zrozumienia w najbliższym otoczeniu.
Z zupełnie niezrozumiałych dla mnie powodów jednym z liderów, jeśli chodzi o intensywność negatywnych reakcji jest Vikt marki Slumberhouse. 

Doskonale pamiętam, jak kiedyś po oszczędnym użyciu w ilości czterech psików (tak, to jest dla mnie ilość minimalna, tylko osławione Incense od Kamali dawkuję w ilości mniejszej, czyli psików dwóch lub trzech ;P ), odstawiłam właśnie flakonik na półkę, pogrążona w bliżej nieokreślonych rozmyślaniach, gdy usłyszałam z drugiego  pokoju pełen przerażenia krzyk mojej Mamy:
Co to jest?!
Po chwili dołączyło do niego wygłoszone podejrzliwym tonem przypuszczenie:
Wyperfumowałaś się?
(Tak na marginesie, to chyba dobrze świadczy o sile rażenia wzmiankowanych perfum XD)
W ramach testów porównawczych podetkałam odkorkowany flakon pod nos Siostrze, lecz i tu czekało mnie przykre zaskoczenie. Po ledwie pobieżnym kontakcie węchowym, Siostra najpierw lekko wytrzeszczyła oczy, a następnie stwierdziła, nie bez pewnego uznania w głosie:
Faktycznie, to dopiero jest smród.
(Ale czego spodziewać się po osobie, która taki skarb jak Bowmakers, uważa za największe paskudztwo w moim zbiorze ;) )
Czyż więc faktycznie możliwe jest, że Vikt is viscious?

poniedziałek, 4 marca 2013

Półgłos i półcień


Zgodnie z planem, wędrówki po oudowym uniwersum ciąg dalszy ;) Tym razem jeśliby chcieć podążyć zgodnie z sugestią zawartą w nazwie, to powinno się trafić do perskiego miasta na terenie dzisiejszego Iranu. Zapewne nie wzgardziłabym możliwością zobaczenia kilku zabytków i ruin, ale moje skojarzenia powędrują tym razem w innym kierunku.
Oud Ispahan może być niczym opowieść Szeherezady, jedną z setek historii, przepływających gdzieś całkiem blisko lub bardzo daleko, setki lat temu bądź wcale nie tak dawno. Tak więc w mojej głowie pojawiło się skojarzenie nieco odległe, ale w końcu skoro już tam zawitało, to dlaczego od razu je przepędzać? ;)

Aby wejść w klimat, ilustracja muzyczna na początek; moim skromnym zdaniem jedna z najpiękniejszych arii operowych.